Wtorek, 21 Sierpnia 2018

Imieniny: Joanny, Kazimiery, Piusa

Na antenie

Kontakt

12 630 64 54

off@radiokrakow.pl

Colours Of Ostrava - dzień 1

0

A
A
A
Wydawałoby się, że nie ma bardziej niewyjściowej pory niż deszczowa środa. Tym bardziej, że od paru lat uczestnicy Festiwalu Colours of Ostrava przyzwyczaili się do żaru lejącego z nieba i plażowych ciuszków. Tym razem było inaczej.

Pierwsze chwile Colours upłynęły nam na grzęźnięciu w błocie (gdzieniegdzie) i nasuwaniu kapturów coraz głębiej na głowy.Na szczęście, rosnący z roku na rok i coraz bardziej imponujący pomysłowością wykorzystania, teren dawnej huty w Witkowicach natychmiast zaoferował nam nowe, przytulne opcje. Na przykład kafejkę, połączoną ze ścianką wspinaczkową, orientalne herbaciarnie, a dla chętnych (jednak) muzycznych wrażeń - miłe i przytulne koncerty w namiotach. Na dzień dobry można było na przykład zanurzyć się w mistycznych dźwiękach fletu i kate bush'owych wokalach serwowanych przez duet Carolyn Hilyer i Nigel Shaw. Całkiem prężnie jak na jasną godzinę działała też scena elektroniczna, a występujący na niej Ventolin nie wahał się używać i... tamburynu!

 

King Khan & The Shrines

Małych, kameralnych scenek jest tu całe mnóstwo. Poupychane w przepastnych przestrzeniach "Dolnego oblastu" kuszą chwilą spokoju, a przynajmniej suchości w butach. W zatrzęsieniu takich mniej oficjalnych atrakcji  do scen bardzo ważnych urastają te, które parę lat temu uchodziły za mniej uczęszczane. Teraz i przed nimi gromadzą się tłumy, zwłaszcza jeśli ktoś ma tak wiernych wyznawców jak King Khan i jego The Shrines. Agnieszka, jak zwykle żądna przygód, wyrwała się na chwilę z transowo-raperskich objęć N.E.R.D by napotkać to niebywałe zjawisko. Niebywałe przede wszystkim wizualnie. Aris Ahmad "King Khan" prezentował się niczym złowieszczy Elvis. Opięty lycrowym kombinezonem, uwypuklającym wszelkie niedoskonałości "królewskiej" postaci, dowodził ekipie suchych instrumentalistów, ucharakteryzowanych na popleczników Hrabiego Drakuli. Jeśli dołożyć do tego starodawny rock, będący sto piątą wodą po Iggym&The Stooges, otrzymaliśmy widowisko fascynujące. Jednak nie na tyle, żeby po 5 minutach nie wrócić pędem na aboslutnie hipnotyzujących rytmem, pomysłowością i sceniczną energią raperów z N.E.R.D. Ekipa dowodzona przez Pharrella Williamsa przypomniała najlepsze chwile lat 90-tych, kiedy hip-hopowe składy prześcigały się w pomysłowości na opuszczenie swojego getta i sięgały po słuchaczy z zupełnie innymi gustami. Także i dziś N.E.R.D. to najwyższa półka, na którą warto sięgnąć po piorunującą dawkę mocy. Dwóch chłopaczków (choć to nie takie już przecież chłopaczki) na luzie przemieszczało się po scenie pokrzykując "Czech Republic!" i zagrzewając tłum do tanecznej walki. Inspiracji ruchowej dostarczała też grupa znakomitych tancerzy, którzy zdawali się nie posiadać żadnych limitów w miotaniu ciałem.

Beth Ditto

Równie pięknie, choć zdecydowanie mniej ekspresyjnie, zaprezentowała się Beth Ditto. Odziana w brokatową sukienkę i takież sandałki na obcasie- słupku, rytmicznie kołysała się w rytm swoich doskonałych (ostatnio bardziej popowych) piosenek. Widać, że wokalistka Gossip nieco dojrzała i zmierza w kierunku soulowych diw w stylu Arethy Franklin. Co chwila jednak dochodziła do głosu jej punkowa natura, kiedy Beth dopytywała publiczność jak mówi się "na zdrowie" albo ustyskiwała na kamerzystę, od którego także próbowała uzyskać językową poradę. Na pytanie "jak mówi się cheers?" uzyskała odpowiedź: "Cheers"...  "A jak się mówi kiepski żart?"- podsumowała i załamała ręce nad lingwistyczną bezużytecznością  Czecha.  Swoją bezpretensjonalnością (jak powiedzieć "Moje włosy są sztuczne?") kupiła wszystkich nie tylko z lekką nadwagą, ale zasmuconych brakiem bujnych loków. Wszystkich innych zauroczyła znakomitym śpiewem i momentami lirycznymi, a zaraz później zadziornymi melodiami.

Warto spomnieć też występ George'a Ezry, który okazał się strzałem w dziesiątkę tej deszczowej środy i na dzień dobry ściągnął pod scenę dzikie tłumy.

Colours of Ostrava trwa dalej. Przed nami kolejne koncerty i błądzenie w nieskończoność po kolorowym jarmarku, jaki towarzyszy temu bardzo przyjaznemu i inspirującemu wydarzeniu.

Liczba komentarzy: 0