Niedziela, 21 Października 2018

Imieniny: Urszuli, Hilarego, Jakuba

Na antenie

Kontakt

12 630 64 54

off@radiokrakow.pl

Colours Of Ostrava - Dzień 3

0

A
A
A
W piątek fiesta na Colours rozpoczęła się na całego. Tysiące uśmiechniętych ludzi, w bardzo różnym wieku, przemieszczały się pomiędzy muzycznymi scenami, atrakcjami oraz stoiskami z jedzeniem. Podobnie jak pierwszego, deszczowego dnia można było docenić potencjał huty w Witkowicach. Tłumy poszukujące schronienia, tym razem przed słońcem, spędzały czas na przeróżne sposoby...

Począwszy od zalegania na wygodnych pufach w przewiewnych kafejkach pod płóciennym dachem po uczestniczenie w poważnych wykładach, na których mówiło się o potędze świadomości, procesach neurobiologicznych i fizyce kwantowej. Obok "Sceny dobrego życia", gdzie można było posłuchać o zdrowym śnie czy odżywianiu, prężnie działał namiot z "czeskimi tematami" w stylu "Dobry wojak Szwejk w krainie Papuasów", "Architektura dostosowana społecznie" czy "Hokej - sport z politycznymi powiązaniami". Cieszył i zaskoczył nas wątek o polsko-czeskiej solidarności w walce o wolność oraz pokonkursowa wystawa komiksów o życiu tak ważkich postaci jak Anna Walentynowicz, Witold Pilecki, Irena Sendlerowa czy Jan Palach.

 

Cheikh Lo

Najważniejsza była jednak muzyka. Czwartek na Colours obfitował w trudne wybory i kilometry na nogach. Na każdej scenie można było znaleźć coś ciekawego, więc nie wszystkim koncertom dostało się tyle, ile by należało. Niemniej jednak, przynajmniej z naszej perspektywy, dzień przebiegał przy dźwiękach zainspirowanych różnymi częściami świata. Nawet Calexico, które na ostatnich płytach odstąpiło nieco od meksykańskiego szaleństwa, postanowiło zafundować ostrawskiej publiczności radosną zabawę w rytmach latino. Doskonale zgrana sekcja dęta porywała do tańca i brakowało już tylko Antoniego Banderasa, którego jednak dzielnie zastępowali dowodzący Calexico czyli Joey Burns i John Convertino.  Z rozbujanych objęć tex-mex wpadało się w oszalałe, afrykańskie rytmy. One właśnie, w  najbardziej korzennej formie, stanowiły dwa najmocniejsze punkty sceny elektronicznej. Francusko-tunezyjski skład Ifriqiyya Elecrtique połączył najcięższy industrial z mrocznym transem czarnej magii. Publiczność stała oniemiała w obliczu monstrualnej ściany dźwięku zbudowanej z ostrych gitar, potężnego bębna i momentami przerażających zaśpiewów. Na szczęście niedługo później przerażenie odmiennością czarnego lądu złagodził Cheikh Lo.  Legendarny senegalski muzyk, odziany w kolorową szatę kołysał łagodnie stargane nerwy publiczności w rytm afro-beatu, rumby i funku.

 

Algiers

Przeciwwagę dla etnicznych szaleństw stanowiła największa scena, goszcząca dwie, świetnie śpiewające kobiety - Joss Stone oraz Jessie J. Obydwie dały popis swoich wokalnych umiejętności i naturalnego kontaktu z publicznością. Jednak najciekawszym aspektem obydwóch koncertów okazał się udział tłumaczki języka migowego, która tańcząc w rytm muzyki tłumaczyła głuchoniemej publiczności znaczenie tekstów.

Jednak najlepsze chwile wieczoru były dopiero przed nami. A na pewno przed Agnieszką, dla której Algiers był najmocniejszym magnesem tegorocznej edycji Colours of Ostrava. Według niej to obecnie najoryginalniejsza i najmocniejsza propozycja muzycznego świata. Potężne, gospelowe sample, połączone z porywającym wokalem Franklina Jamesa Fishera (przypominającego nieco z wyglądu Jimiego Hendrixa) okazały się źródłem ekstatycznych przeżyć publiczności zgromadzonej przed Drive Stage. Algiers w doskonały sposób łączą duchowość z politycznym i społecznym przekazem, stanowiąc bardzo współczesny głos, wsparty na głębokiej, korzennej intuicji.

 

Marlon Williams

Na tych, którzy wytrwali do końca długiej, czwartkowej nocy czekała niewątpliwa przyjemność obcowania z przepięknymi piosenkami Marlona Williamsa. Utwory płynące z Fresh Stage były adekwatne do fizjonomii artysty. Urzekające doskonale ułożonymi harmoniami wokalnymi, kuszące swobodą kolorowych lat 60-tych jednocześnie pozostawały mocne i charakterne - tak jak złamany nos Marlona. Tak więc ostatni dzień Colours of Ostrava został przywitany wraz z duchem Elvisa Presleya, Paula Anki i Roya Orbisona. Tym razem nie sprawdziło się powiedzenie o tym, że ostatnich gryzą psy. Gdyby tylko pozwolił - Marlon Williams zostałby na dobranoc  serdecznie wycałowany przez publiczność.

Liczba komentarzy: 0