Wtorek, 27 Października 2020

Imieniny: Iwony, Sabiny

Na antenie

Kontakt

12 630 64 54

off@radiokrakow.pl

William Tyler "New Vanitas"

0

A
A
A

Przyszło nam żyć w 'ciekawych czasach', które nawet największych optymistów wystawiają na najcięższą próbę. Jednym z nich jest William Tyler, od ponad dekady nagrywający rozbrajająco piękne utwory czerpiące z proto-amerykańskiej tradycji bluegrass, anglosaskiej muzyki folkowej, inspirowanej new age hipisowskiej psychodelii i przykurzonego country. Jego instrumentalne, bardzo soundtrackowe albumy można bez obaw stawiać obok płyt Bruce'a Langhorne'a, Robbiego Basho czy Richarda i Lindy Thompsonów. Zanim wybił się na niepodległość był częścią zespołów Silver Jews i Lambchop, współpracował też z Willem Oldhamem. Skoro jego natury poszukującego jasnych stron każdej życiowej sytuacji nie potrafiły złamać osobowości Kurta Wagnera i Davida Bermana, to nic nie będzie w stanie tego dokonać, prawda? Musiałby nastąpić splot niewyobrażalnie negatywnych wydarzeń, np. globalny kryzys społeczno-polityczny połączony z bezprecedensową pandemią i z postępującym kataklizmem klimatycznym w tle. Czy to wystarczy? No właśnie. William Tyler na początku pandemii wrócił z Los Angeles do rodzinnego Nashville, by być bliżej rodziców. Na nowo odkrył stare płyty, które go ukształtowały, odbywał codzienną sentymentalną podróż w towarzystwie starych zdjęć, opowieści i pamiętających je najbliższych. Analogowy brud szumiących nagrań sprzed lat, odcienie pożółkłych fotografii i ciepło domowego ogniska stały się kolejnymi barwami w palecie środków, z których konstruuje swoje mini-pejzaże. Jeszcze niedawno zajmował się komponowaniem głównie muzyki drogi, panoramiczne utwory z płyt "Goes West" czy "Highway Anxiety" w pełnym Technicolorze i z rozmachem opisywały współczesną Amerykę, poszukiwały momentów nadziei w coraz bardziej beznadziejnej rzeczywistości. Tym razem William Tyler nagrał płytę medytacyjną na skraju klaustrofobii, mroczną i w niskiej rozdzielczości. Zszedł z dachu, z którego obserwował rozgwieżdżone niebo i schował się w piwnicy. Zajął się kontemplacją nad przemijaniem, ulotnością i kruchością życia, beznamiętnym posiadaniem stojącym w opozycji do tego, co naprawdę ważne - bliskość, obecność, nieskomplikowane radości dnia codziennego. Jak wielu z nas William Tyler przepracowuje tę bolesną lekcję, na którą nie byliśmy przygotowani. A ponieważ pozostał sobą, oprócz tytułowej marności nad marnościami zajmuje się tu też patrzeniem w przyszłość z ostrożną nadzieją. Siedząc nocą przy radioodbiorniku szuka na najdłuższych falach sygnałów z przyszłego świata, łączy się z podobnymi sobie poszukiwaczami i z otaczającego nas ogłuszającego szumu wyławia momenty cichej, stabilizującej harmonii. Łapmy oddech, póki jest czym oddychać. Niech serca biją, skoro mają dla kogo. Wykorzystujmy czas, który przed nami nie myśląc zbyt często o tym, który już minął. Wszyscy jesteśmy połączeni i nie potrafimy się komunikować, więc warto docenić próbę przekazania tak ważnych treści tylko za pomocą muzyki i poszukiwać podobnych latarni morskich, które być może pomogą nam kiedyś szczęśliwie dobić do brzegu.

TRACKLIST:
1. With News About Heaven
2. Time Indefinite
3. Big Sky Waltz
4. Four Corners
5. Slow Night's Static
6. She Swims in Hidden Water
7. Pisces Backroads

BANDCAMP
SPOTIFY